czwartek, 4 grudnia 2008

Prop 8 - The Musical

Kontynuując rzucanie filmikami zamiast zdjęć - dzisiaj przedstawiam Prop 8 - The Musical.

Słowo wyjaśnienia - tzw. California Proposition 8 to propozycja poprawki do kodeksu prawnego stanu Kalifornia, uściślająca definicję małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety, zabraniająca tym samym zawierania związków homoseksualnych (a niektórzy twierdzą nawet, że anulująca takie małżeństwa już zawarte). Kampania obu stron dotycząca poparcia lub odrzucenia Prop 8 była najdroższą w historii USA (poza ostatnią kampanią prezydencką) - głosy liczą nadal, bardzo jestem ciekawa wyniku, ponieważ jest on do tej pory bardzo wyrównany.

Jak można było się spodziewać, za Prop 8 opowiadają się konserwatyści i środowiska religijne, a przeciw, media i artyści. Poza Arnoldem Schwarzeneggerem, który jako gubernator dwukrotnie wetował ustawę wprowadzającą małżeństwa homoseksualne. Nie da się jednak ukryć, że znakomita większość artystów, aktorów i muzyków jest przeciw - i dają temu wyraz nie tylko poprzez publiczne wystąpienia, udział w demonstracjach czy oświadczenia w prasie. Zdarzają się też i takie inicjatywy...

See more Jack Black videos at Funny or Die

wtorek, 18 listopada 2008

Single... ladies?

Po premierze klipu Beyonce "Single Ladies (Put A Ring On It)" gruchnęła plota, że jedna z tancerek towarzyszących jej w teledysku to w rzeczywistości (w zależności od wersji):
1) bardzo brzydka kobieta
2) transwestyta
3) choreograf, który przebrał się za kobietę, bo umiał dobrze układ.

Po wnikliwym obejrzeniu klipu przyznaję, że w plocie coś jest. Panna wygląda cokolwiek męsko z tymi wąskimi biodrami i umięśnionymi nogami.



Tymczasem niedawno w sławnym Saturday Night Live (gdyby ktoś nie wiedział, to taki amerykański program satyryczny ze skeczami, leci ze 100 lat i nadal jest śmieszny) pojawiła się Beyonce. Towarzyszył jej Justin Timberlake. Zobaczcie, co z tego wyszło, bo ja popłakałam się ze śmiechu.

sobota, 8 listopada 2008

Quantum of Solace


Filmy z serii o Jamesie Bondzie święciły triumfy w latach 80. Lata 90 były raczej równią pochyłą, przepakowane product-placement, gryzące własny ogon, nudne.
Nie da się oczywiście odmówić Bondowi niesamowitego wpływu na filmy. Pojawili się inni tajni agenci i zabójcy na zlecenie, Jason Bourne, Hitman, etc.
Może warto tu wspomnieć o Bournie. Trylogia Bourne'a prezentowała zupełnie inne podejście do tematu - zamiast pewnego siebie, niemal bezczelnego agenta, mamy człowieka, który nie pamięta kim jest, a potem dręczy go sumienie. Mam człowieka, który jest żywy, obrywa, nie jest jakimś półbogiem. Mamy filmy, w których sceny walk są montowane dynamicznie, jak filmy dokumentalne.
W takim właśnie kierunku chyba postanowili iść twórcy nowych Bondów, "Casino Royale" i "Quantum of Solace". Jestem tę decyzję w stanie zrozumieć. Mało tego, byłam pod wielkim wrażeniem "Casino Royale", które rozpoczynało się sceną pierwszego zabójstwa Bonda i już "zmieniało klimat" - to nie było czyste, sterylne zabójstwo z klasą, w białych rękawiczkach. Było brutalne, brudne, prawie realistyczne. I ten klimat mamy przez cały film. Bond jest wreszcie człowiekiem z krwi i kości, obrywa po pysku, daje się ponieść emocjom, naprawdę się zakochuje, nie jest nieomylnym półbogiemm który niczym kot zawsze ląduje na czterech łapach.
Klimat ten jest kontynuowany w kolejnej odsłonie przygód agenta 007, "Quantum of Solace". Bond wciąż pamięta o Vesper (czy to się kiedykolwiek zdarzyło w starej serii, żeby Bond pamiętał o jakiejś dziewczynie poza żoną, o którą różni ludzie go pytali, choć i tak nie odpowiadał?). Bond nie pije martini. Bond prawie że nie flirtuje, a już na pewno nie ląduje w łóżku z główną postacią żeńską, graną przez śliczną skądinąd Olgę Kurylenko. Bond cały czas jest ponury, zawzięty, pierze przeciwników równo po gębie, jest okrutny i nie wiadomo czy kieruje się misją czy zemstą.

Z kina wyszłam z bardzo mieszanymi uczuciami. Jak już mówiłam, rozumiem decyzję twórców filmu o "odbrązowieniu" postaci Bonda, niejakiemu zrzuceniu go z cokołu. Jednak czy taki Bond jest jeszcze Bondem? Kiedyś byłam wielką fanką tej serii i lubiłam Bonda za poczucie humoru nawet w ciężkiej sytuacji, za te one-linery, za ten błysk w oku, za to że flirtował z każdą napotkaną kobietą. Za "Jestem Bond. James Bond" (które również nie pojawia się w tym filmie!).

"Quantum of Solace" jako film sam w sobie jest dobry. Dynamicznie zmontowany. Twórcy nie utrzegli się pewnych powtórek (pseudo-parkourowy pościg na początku) ale sekwencja otwierająca jest chyba jedną z najlepszych jakie widziałam. Piosenka do tej odsłony Bonda to majstersztyk (choć wydawałoby się, że połączenie alternatywnego rockmana z soulową wokalistką z krwi i kości to niebezpieczny pomysł). Plenery są piękne, Włochy, Boliwia. Piękne kobiety - są. Złe charaktery na czasie, eko-terroryzm, wszystko na miarę XXI wieku.

Mimo to wyszłam z kina jakaś zawiedziona.

Och James, co się z Tobą stało...


czwartek, 6 listopada 2008

Mania mienia

Zakupów ciąg dalszy!

Tym razem VintageDoll - "olśnienie", przed którym zawahałam się lekko widząc stan swojego konta, ale raz się żyje, prawda? XD




Zupełnie, ale to zupełnie nie skojarzył mi się z tym (ani też nie marzyłam, żeby ten look zaadaptować):




Me = HAPPY

A co do zdjęć własnych, to zamieszczę jak dorwę się do jakiegoś aparatu. Na razie pozostaje mi się posiłkować cudzymi.

Zamierzam tu też zamieszczać recenzje obejrzanych przeze mnie filmów, spektakli oraz przeczytanych książek. Ot, taki zapis życia kulturalnego warszawianki ;)

(postanowiłam, że nie chce mi się pisać tłumaczenia, bo i tak na razie nikt tego nie czyta :P)

poniedziałek, 3 listopada 2008

Chcę chcę chcę!

I want I want I want!


http://www.decobazaar.com/produkt.php?id=57231&mailing=1

I jeszcze Emu Bronte Hi w kolorze Chestnut, ale są już tylko pojedyncze egzemplarze na Allegro i oczywiście nie w moim rozmiarze :/

And Emu Bronte Hi Chestnut, but there are only a couple of pairs on Allegro and of course, not my size :/

piątek, 31 października 2008

Wannabe szafiarka?


To taki w sumie test. Moda jest jednym z moich zainteresowań choć na pewno nie głównym. Mam po prostu ochotę coś utrwalić.

Żeby rozpocząć dokumentację moich szafiastych zbiorów pochwalę się, że ostatnio kupiłam taką bluzę. Dziś przysłali awizo, muszę tylko iść po niedzieli i odebrać z poczty.


Fota, jak i bluza która do mnie przyjdzie - z KuferSklep.




This is a kind of a test. Fashion is only one of my interests, though certainly not the main one. I just feel like preserving something.

To begin the documentation of the treasures from my closet I'll proudly say that I bought this tunic. They've sent me an advice, I just have to go to the post next week and get it.

The photo, as well as the tunic is from KuferSklep (link above).


(Yay, I made it to the end of my first post!)


P.S. Pytanie kontrolne - powinno być po polsku, angielsku, czy w obu językach, tak jak teraz?